// Iga robi zdjęcia: Łeba
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łeba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łeba. Pokaż wszystkie posty

2 wrz 2012

Z rowerem nad morze (dzień 5)

Dzień piąty. Trasa: Łeba - wydmy - Łeba - Stilo (41km).

Najkrótszy dystans, najgorszy dzień jazdy. Rano pojechaliśmy na wydmy. Oboje byliśmy tam w 2003 roku, Artur zimą, ja latem, jeszcze się wtedy nie znaliśmy. No więc kurs na wydmy i tam przykre zderzenie z polskim piekiełkiem. Opasłe damy, które prychały ze złości, że to tak daleko i że trzeba iść, że kolejka, że w ogóle trzeba zapłacić za wstęp (!!!), kolesie, którzy wpadają na pomysł, że "wezmą bilety na fakturę", ludzie zlewający totalnie tabliczki "Zakaz wstępu", bo te 2 metry za sznurkiem fota zyska nową jakość i będzie lepsza na fejsa. Ogólnie porażka i ma się ochotę uciec. Tego dnia bardziej niż zwykle cieszyliśmy się, że nie musimy w tym uczestniczyć i że jesteśmy na rowerach; na wydmach byliśmy minut 20. 



Potem hardkoru ciąg dalszy. Z Łeby baliśmy się jechać czerwonym szlakiem, bo podobno błotnisty (takie info dostaliśmy od człowieka w wypożyczalni rowerów w Łebie), więc pojechaliśmy przez Nowęcin, Szczenurze, Sarbsk, Ulinię. W miejscowości Dymnica - najokropniejszej wiosce świata, w której śmierdziało i było przerażająco zostaliśmy poddani dezinformacji przez ludność lokalną! Błądzenie w błocie, dziwna droga, której do końca nie byliśmy pewni czy w ogóle da się nią przejechać... Dobrze, że nie zdecydowaliśmy się poprzedniego dnia jechać do Stilo, bo nie zniosłabym dwóch takich błotnistych tras jednego dnia. Tego dnia oboje odczuliśmy też lekkie zmęczenie po kilku dniach jazdy i byliśmy jacyś przydołowani, więc ten dzień był taki sobie.
Ale w końcu dojeżdżamy do Stilo, którego nie ma chyba nawet na google maps. W zasadzie pisanie o Stilo (na papierowych mapach występuje też pod nazwą Osetnik) to jak podawanie współrzędnych do Atlantydy. Jest tam cudownie głównie dlatego, że kompletnie nikogo tam nie ma, bo po co tam przyjeżdżać - Stilo nie leży nawet nad morzem. Na plażę trzeba iść około 25 minut pod górkę do latarni morskiej, a później w dół piaszczystą leśną drogą. W Stilo znajdują się: 2 smażalnie ryb, 1 buda z pieczywem, 1 buda z suwenirami i pole namiotowe. Koniec. Cisza. Wygwizdowo. Ale jest tam cudnie i przyjeżdżają jacyś zwariowani hipisi z dzieciakami, które biegają całe brudne i szczęśliwe między namiotami i jest tam ujmując rzecz najprościej - ZAJEBIŚCIE.



Łeba, Camping Morski - zwijamy domek

Czytanie ze zrozumieniem na wydmach




Dymnica, punkt usługowy

Camping "Stilo"


Najlepsza ryba ever

Widok z latarni Stilo


Droga od latarni na plażę




Pusto, cicho, pijemy piwo zawinięci w śpiwory, bajka





Latarnia Stilo


[Dzień 1] [Dzień 2] [Dzień 3] [Dzień 4] _ [Dzień 6] [Dzień 7] [Dzień 8 i 9]

Z rowerem nad morze (dzień 4)

Dzień czwarty. Trasa: Rowy - Łeba - (54km).


Z Rowów pojechaliśmy wzdłuż Jeziora Gardno na śniadanie w Słowińskim Parku Narodowym. Super trasa, zwłaszcza rano - cicho, przyjemnie, po prostu rewelacja. Miałam ochotę zatrzymywać się co 5 minut i robić zdjęcia. Przy wejściu do parku jest wypożyczalnia rowerów (z resztą nad morzem jest ich mnóstwo na każdym kroku) więc można sobie pojeździć w bardzo przyjemnej okolicy. 
Zrobiliśmy mały postój w miejscowości Kluki, gdzie do tabliczki z oznaczeniem trasy rowerowej ktoś dopisał "hardcore". Jeszcze wtedy nieświadomi nie załapaliśmy o co chodzi. 500 metrów dalej - koniec jazdy, trzeba zejść z rowerów i przez kolejne 2 km prowadzić je non stop. Bagno na całej szerokości drogi, wilgotna i podmokła nawierzchnia i gratisowo końskie muchy, także ogólnie rewelacja. W pewnym momencie okazało się, że wszyscy ściągają buty, bo trzeba przejść przez błoto sięgające do pół łydki. W zasadzie już byłam bliska płaczu, chociaż spotkane na trasie ekipy rowerowe miały z tego raczej polewkę. Niestety moja wizja tego wyjazdu w ogóle nie zakładała ubrudzenia się, także takie ostrzeżenie dla ludzi z bakteriofobią i pań lubiących zawsze mieć na sobie pełen makijaż: nie jedźcie tamtędy ;) (Ludwiku Dornie i psie Sabo, nie idźcie tą drogą).

Dalej, żeby uniknąć jeszcze gorszej trasy, pojechaliśmy objazdem do Skórzyna, Zgierza, Izbicy, Żarnowskiej i w końcu dotarliśmy do Łeby. Byliśmy tak zmordowani, że w Łebie w zasadzie nie widzieliśmy morza. Rozbiliśmy się na Campingu Morskim (tam dla przeciwwagi tysiąc namiotów, szlaban, ochrona, karty pobytu i takie tam, ale pole w porządku i polecamy).
Plan na ten dzień zakładał tylko przystanek w Łebie, bo punktem docelowym miało być Stilo, ale już nie starczyło mocy na dalszą jazdę. 





Rowy

Słowiński Park Narodowy



Jezioro Gardno

Jezioro Dołgie Małe. Klimaty jak z National Geographic, tylko aligatorów brakowało i różowych flamingów.



Jezioro Dołgie Duże



HARDCORE

Trasa za Klukami nie dla wrażliwych


Domywanie rowerów. Wcześniejsze ekipy rowerowe zostawiły tam puste plastikowe butelki - już wiedzieliśmy po co...


Leśna droga między miejscowościami Gać i Żarnowską


I ♥ Jezioro Łebsko

Łeba


O mnie

tel. 798-649-994
kontakt@igapelczarska.pl
www.igapelczarska.pl